Pączki i sposoby na…

Pączki to nie tylko rozkosz dla podniebienia. To też nie tylko miliard kalorii do spalenia. Pączki to sposób na wzmocnienie rodzinnych więzi.

 

Zapytasz jakim to cudem paczki mają wpływać na rodzinne relacje. Przecież po pierwsze nie mówi się z pełną od pączków buzią. Po drugie jak już towarzystwo sobie podje tych rarytasów, to raczej ma ochotę leżakować oglądając powieki od środka.  Tutaj  chciałam przypomnieć, że istnienie pączka zaczyna się nieco wcześniej niż z chwilą podania go na stół.  Oczywiście jedna z opcji, to zakup polukrowanych kulek w cukierni czy  jakimś spożywczaku. Można? Można. Zamiast tego zbyt prostego rozwiązania proponuję iść nie na łatwiznę.

Zrób to nie sama!

Właśnie w tym momencie nie możesz skończyć czytać tego tekstu, bo dopiero zaczyna się ciekawie. Zaangażuj w przygotowanie pączków całą rodzinę. Po prostu zadaj sobie pytanie: dlaczego nie? Obowiązków do podziału jest trochę, jak przy każdej akcji gotujemy w domu.

Nasza starsza córka garnie się do pomocy za każdym razem, gdy stoję przy blacie dłużej niż dwie minuty. Mamo, mogę ci pomóc? Zapraszam ją i przydzielam zadania. Przesiewanie mąki uwielbia, więc odkurzacz jest w pogotowiu. Do rozdzielania jajek tez się garnie. Ale tego zadania  na razie nie dostanie, bo żółtka w białkach  na bezę czynią armagedon.

Dodawanie cukru,  czy mieszanie mleka z drożdżami to idealne zajęcia dla kilkuletniego dziecka.  Za to do wyrabiania ciasta przyda się męska silna ręka.  O ile ciasto z jednego kilograma mąki nie stanowi problemu, o tyle z trzech, to już wielki wyczyn. Wiem co mówię,  bo ostatnio podjęłam się tego u mamy i nie było lekko, a ciasto musi być perfekcyjnie wyrobione.

Cicho bo nie urosną!

Bujda to czy też nie, ale dobry powód by dzieci namówić do ciszy.  Która z nas mamusiek nie cieszy się każdą chwilą spokoju?  Ciasto pięknie rośnie, aż kocyk się unosi – pora na pączkowanie. Idealne wykonanie pączków wymaga precyzji. Odpowiednia porcja ciasta i nadzienia, potem dokładny szef i toczenie zgrabnych kulek, układanie ich w równych odstępach i pilnowanie z zegarkiem w ręku czasu wyrastania i smażenia. Taaa, jasne!

Ale czy musi być tak idealnie pod linijkę i zegarek?

Nie musi.

Wiesz, czasem chciałabym tak idealnie, ale zawsze któreś z potomstwa trzyma nogę i woła: mamo, bo ja chce… coś tam. Oraz to tradycyjne: mamo, mogę ci pomóc? To zapraszam tego mego gałganka i smarujemy łapki olejem,  kładziemy nadzienie do środka i robimy kolejnego – nieudanego – pączka. W końcu w swej matczynej mądrości dochodzę do wniosku, że córka będzie robiła specjalne pączki, czyli bez duszy.

Och, ta radość!

Radość z wielu okrąglutkich i równiutkich pączków, którą podzielam razem z córką, ale co do ich wyglądu mam pewne zastrzeżenia. Na szczęście nadzienie nie wypłynie, bo tam go nie ma. Gałganek zaś cieszy się ogromnie z pomocy i wykonanego zadania. I to dla mnie jest radością, gdy ona jest szczęśliwa. Znowu trochę czasu zeszło od wykonania pierwszych pączków, więc pora na smażenie.

Tylko dla dorosłych!

Oczywista oczywistość, że tak ważkie zadanie pozostaje w rękach dorosłych. Dzieci sio! od gorącego tłuszczu, bo nieszczęście gotowe! Kobieta posiada dodatkowy zmysł, który pozwala kontrolować 1024 rzeczy na raz, ale minutnik się przyda. Długa wykałaczka też. I łyżka cedzakowa również. Jakoś ten stopień wysmażenia trzeba kontrolować. Zagadasz się z dzieckiem, które ma właśnie sprawę najwyższej wagi i cała porcja pączków do wywalenia.

Długo jeszcze?

Tak, długo, może z 5 minut, może 15 – czyli całą wieczność trzeba, takiemu spragnionemu pyszności człowiekowi. Oczywiście  już paluszki świerzbią, by chwycić jeszcze ciepłego pączusia i zajadać się. Ale nie dam dzieciom ani sztuki przed wystudzeniem. Trening cierpliwości, poziom – mistrz. Cukier puder do ozdoby i rarytasy gotowe.

Jest fajnie!

 

Cicho jakoś.

Nikt nie rozmawia.

Jemy pączki.

Teraz jest fajnie, ponieważ jesteśmy razem.

 

One Comment Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *